poniedziałek, 18 maja 2015

Makieta Polski 3D

Witajcie!
Dziś odbyła się znacząca bitwa pomiędzy Elżbietą a makietą Polski 3D. Bitwę ostatecznie wygrałam, choć nie wszystko odbyło się zgodnie z moimi strategicznymi planami.

Pierwszym moim ruchem było przygotowanie wojsk do bitwy:

Już w początkowym starciu okazało się, że potrzebuję pomocy sojusznika, aby przypuścić atak na tekturę i pokryć kraj zielenią. Udałam się więc niezwłocznie do niedalekiego marketu, a on wsparł mnie odziałem super mocnych i bezwzględnych taśm dwustronnych.


Nie tylko na tym polegała pomoc taśm, pomogły mi one bowiem także stworzyć rusztowanie pod góry: Tatry, Sudety i Świętokrzyskie:




To wyraźnie rozgniewało makietę, która sprawnie i z agresją postawiła mnie przed wyzwaniem narysowania granic państwa. Na szczęście w tej sytuacji moje wojska w postaci mapy, ołówka, srebrnej kredki oraz wypróbowanych przyjaciół - czarnego mazaka i sprawnej reki, zdołały odeprzeć atak. Odpowiedziałam pięknym za nadobne, przyprawiając makiecie piękne, błękitno-pieniste morze.



Dalej wykazać się mogła armia kalendarzy naściennych z zamieszczonymi na ostatniej stronie miniaturami polskich krajobrazów. Umieściłam fotografie na naszej makiecie, w tych regionach Polski, gdzie rzeczywiście zostały wykonane.


To pozbawiło statecznie mojego wroga pewności siebie. Pokładał jeszcze nadzieję w tym, że może nie zdołam stworzyć rzek i mniejszych jezior na pojezierzach. Rzeczywiście pierwotnie chciałam, żeby popłynęły one dzięki niebieskiej farbie. Jednak niespodziewanie nawet dla samej siebie powierzyłam to zadanie młodemu wojownikowi: niebieskiemu pastelowi olejnemu. Spisał się na medal. To było ostatnie uderzenie w tej walce.

Wcześniej moje dzieło wydawało mi się puste i nudne, kiedy powstały na  nim rzeki naprawdę spływające z wyżej położonych terenów górskich, jakby wstąpiło w nie życie. Szczególnie dumna jestem z Wisły. Makieta 3D już mi więcej nie zagroziła. Swoje zwycięstwo przypieczętowałam przytwierdzając do morza prawdziwe muszle bałtyckich mięczaków.


Takie to są dzieje mojej przygody. Oddział pluszowych pianek i filcu był niepocieszony, że nie skorzystałam z ich pomocy, ale ukoiłam ich żal obietnicą schowania go do ich ulubionej szuflady
i powierzenia kiedyś, w przyszłości kolejnego zadania specjalnego :)

I wszyscy żyli długo i szczęśliwie. :) Koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz